czwartek, 20 sierpnia 2009

LAS TEUTOBURSKI - Bardzo okrągła rocznica

2000 lat. Tyle w tym roku minęło od pamiętnej bitwy w lasach Germanii. Niemce postanowiły to uczcić a my nie mieliśmy zamiaru tego przegapić. Przygotowania były długie, podróż zaś obfitowała w przygody niekoniecznie szczęśliwe. Wybraliśmy się dużą, prawie 40 - osobową grupą skrzykniętą i zorganizowaną przez Andrzeja Przychodniego... byliśmy my, byli nasi sprzymierzeńcy z Rzeszowa, byli Celtowie z Celtica, było kilku legionistów z Lublina jak i paru rzemieślników.
Na miejscu Niemcy nas trochę rozczarowali, bo sami obalili wszystkie stereotypy na swój temat. I te negatywne i pozytywne. Choć nasz polski odział był zbieraniną z wielu grup nasi lepiej od Niemców trzymali szyk, maszerowali w równiejszej kolumnie a nawet... o wiele lepiej słuchali rozkazów :-) Ponadto germańscy Germanie zupełnie nie radzili sobie ze śpiewaniem podczas kiedy polsko-germański oddziałek wył z powodzeniem na kilkanaście dziarskich głosów różne "tradycyjne i patriotyczne pieśni, zapewne o wojnie" jak byli przekonani germańscy germanie, na których owe popisy robiły niesamowite wrażenie. No cóż... jeśli takie wrażenie zrobił na nich "Ogórek", "Domowe przedszkole", "Dzieci" ( co to wesoło wybiegły ze szkoły) to chyba dobrze, że jednak nie było okazji zaśpiewać "Bogurodzicy"...

sobota, 1 sierpnia 2009

Elbląg - Noc muzeów

niedziela, 21 czerwca 2009

łagiewniki - kolejne nagranie...

Pląsy pod okiem kamery TVP3 Łódź. Innymi słowy kręcenie materiału mającego być częścią promocji imprezy znanej szerzej jako "Łódzka Wioska Historyczna"
Wartym odnotowania jest, że obok w tym samym celu pląsała ARMA Łódź.

Beltan 2009 28-30 IV

Beltan jak zawsze - na Wolinie, na luzie i jak zawsze fajnie. Z rzeczy godnych odnotowania, to że po latach wreszcie trafił tam Gorim. Mnie, jako piszącemu najbardziej zapadły w pamięć chwile spędzone na wodzie - była okazja popływać dłubanką i repliką pomorskiej długiej łodzi z epoki. W drugim przypaku rzecz miała się o tyle ciekawie, że oprócz sternika Jerrego cała załoga skłądała się z zupełnych nowicjuszy jeśli chodzi o pływanie na tego typu jednostkach. Mimo wszystko udało nam się popłynąć na Wzgórze wisielców o wiosłach a nawet pokrążyć trochę po rzece na żaglu przy minimalnym wietrze nie zatapiając statku...

Bukowy Las

Tegoroczny Bukowy las przebiegł pod znakiem Pumy, Wart, Psa, Przybyszów i Patrolu.
Puma miała rzekomo hasać po okolicznych lasach i przysparzać siwych włosów wartownikom samotnie okrążającym obóz podczas nocnych zmian.
Warty były upierdliwe i niesumienne ale były przez co wszyscy mieli czuć się bezpieczniej, jako że obóz z trzech stron otoczony stromymi ścianami chroniącymi przed wprawdzie przed wiatrem ale utrudniającymi ucieczkę, gdybyśmy dali się zaskoczyć wrogowi.
Pies jest jeszcze mały ale już wsławić się tym, że dokonał Czynu, który ułatwił obudzenie Lotgara, co do łatwych zadań nie należy.
Przybysze przybyli z Czech w liczbie pięciu. Chociaż właściwie to ciężko powiedzieć dlaczego to ich naywam przybyszami, skoro mieli bliżej ode mnie o Vislavie nie wspominając...
Patrol czyli kilkugodzinna przebieżka po pagórkach okolicznych. Największe wrażenie zrobił na mnie w sumie Wojtek, któy nie wyrzucił w krzaki swojej przyciężkiej tarczy...





poniedziałek, 30 marca 2009

KOSMAS - rzeczy przydatne lub po prostu ciekawe dla odwórstwa i rekosntrukcji historycznych


Kosmas z Pragi - (ur. ok. 1045 zm.1125), kanonik praski, uważany za pierwszego czeskiego dziejopisarza, autor łacisńskiej kroniki Chronica Boëmorum opisującej dzieje narodu i państwa czeskiego od czasów bajecznych aż do roku 1125. Kronika ta znana jest w polskiej literaturze historiograficznej jako Kronika Kosmasa


- według pradawnych podań przodkami dzisiejszych Czechów był jakiś lud niewiadomego pochodzenia. Lud ów długo wędrował przez bezlidne lasy aż dotarł do pustej krainy otoczonej górami. Pasowałoby to do pustki osadniczej, między słowiańskim osadnictwem a wędrókami ludów. Ziemię nazwali Czechy, bo prowadził ich niejaki Czech. Zapewne już rozstał się z Lechem wcześniej...

- Czesi mieli legendarnego pradawnego bohatera o imieniu Krok. Co ciekawe od jego imienia miał nazwę wziąść jakiś gród (dokładnej nazwy kronikarz nie podaje) , w czasach Kosmasa jednak już opuszczony i porośnięty drzewami "w lesie przylegającym do wsi Zbecno". Czesi mogli mieć więc swój Kroków, jednak nie odegrał takiej roli co polski Kraków.

- W księdze pierwszej wspomniana jest kłótnia dwóch mężczyzn w której oprócz tego, że "szpetnie zawstydzali się wzajemnymi łajaniami", targali za brody i... psztykali pod nosami.

- W części pierwszej, poświęconej jak sam Kosmas podkreśla dawnym i pewnie nieprawdziwym dziejom wspomniane jest, że "pewne jest bowiem, że kobiety mają długie włosy i krótki rozum". Informacja warta uwagi ze względu na porównanie długości włosów. Jeśli kobiety wyróżniały się między innymi długimi włosami to mężczyźni musieli nosić stosunkowo krótkie.

- W kilka akapitów dalej trafiamy na opis rolnika orającego pole, który to miał mieć łapcie plecione z łyka (tak, to były TE łapcie przechowywane potem w Pradze bo mowa o pierwszym Przemyślidzie) i także plecioną z łyka torbę, w której miał coś do jedzenia.

- "Rozważył bowiem (Brzetysław) pychę Niemców i że zawsze z nadętą pychą mają w pogardzie Słowian i ich język" - jak widać pewne rzeczy się nie zmieniają.

- Henryk II : "jeśli zaś wy nie uczynicie czego chcę, pokażę wam ile mam malowanych tarcz i co jestem wart na wojnie"

- Brzetyłsaw do saskiego posła "Ja zaś, jeżeli do trzech dni [...] nie wyjdziesz z mojej prowincji tym mieczem zetnę twoją głowę i położę sobie obliczem na tyłku" (tak było w wydaniu z 1968r. Podejrzewam jednak, że Brzetysław użył innego sformułowania...)

- W wojnie z Czechami Henryk II spodziewając się, że wtóg obsadził pewien las kazał zaatakować go swoim wojskom, które uczyniły to z ochotą. Okazało się, że Czesi czekali na wroga w gródku kawałek dalej (trudno z kontekstu ocenić jak daleko. Mogło to być kilka kilometrów dalej) Niemcy idąc dalej potwornie się zmachali na letnim słoneczku. Niektórzy nawet zdejmowali kolczugi. Zmęczeni przegrali bitwę. Pocieszająca to myśl, że ówcześni ludzie w pancerzach przeżywali podobne trudności co dzisiejsi. Kosmas pisze wprost, że możni w pancerzach nie byli przyzwyczajeni do długich marszów. Czyżbyśmy więc mieli odpowiednik dzisiejszych opancerzonych mieszczuchów?

- Książę Spitygniew był podobno piekny i przystojny. Był wysoki, bardzo blady, miał długie proste czarne włosy oraz takąż brodę.

- Jeszcze w w roku 1089 przy opisywaniu granic Czech określano je podając nazwy plemion.

- Kosmas w jednym conajmniej miejscu wymienia tajemniczych "szczytników" (że zostali posłani przodem z łupami) określając ich później jako "żołnierzy drugiego (niższego - przyp pol tłum) porządku". Mielibyśmy więc w Czechach instytucję tarczowników. Warto przyjrzec się wiec temu, co wiemy o organizacji Czeskiej armii w kontekście sporów kim byli w Polsce "clipeati" i loricati".

- W walce z Niemcami, która wywiązała się po odejściu szczytników padło wielu z czego część była najwyraźniej godna wymienienia z imienia - musieli to być ludzie nie tylko lepiej uzbrojeni co i ważniejsi od owych szczytników. Trafił się też ciekawy opis jednej rany. Jako że walka była tak zacięta, że włócznie połamały się bardzo szybko sięgnięto po miecze. Wtedy zaś "syn księcia został zraniony pod prawym wielkim palcem i gdyby nie rękojeść miecza byłby całkiem stracił rękę"
Czyżby zbawienna moc jelca? Czy tylko ostrze zatrzymało się na trzpieniu lub głowicy? W każdym bądź razie uraz jak z dzisiejszych bitw na imprezach historyczny.

- Kosmas sam pisze, że wieśniacy to jeszcze właściwie półpoganie, podaje też krótki opis ich praktyk.
"(Książę Brzetysław) wygnal wszystkich czarowników, wieszczków i wróżbitów, podobnie powyrywał lub ogniem spali śiwęte gaje i drzewa, które prosty lud w licznych miejscach czcił. Takze zabobonne zwyczaje, które wieśniacy - dotąd półpoganie - zachowywali we wtorek lub środę Zielonych Świąt: skłądając ofiary nad źródłami zabijali zwierzętaofirane i diabłom mąką i solą posypywali. Także pogrzeby, któe odbywały się w lasach i na polach i korowody, które odprawiali według pogańskiego zwyczaju i na dwóch i na trzech rozstajnych drogach jakby dla spokoju dusz. Także i bezbożne igry, które wyprawiali nad swoimi zmarłymi tańcząc z nałożonymi maskami i wywołując cienie zmarłych. Te okropności i inne świętokredcze wymysły dobry książę wyplenił"

- Pod rokiem 1098 mamy już wzmiankę o Żydach uciekających lub potajemnie przenoszących bogactwa do Polski (ale tez i na Węgry)

- Król Wratysław po podstępnym rozbrojeniu pewnego rycerza: "Co powiesz teraz skurwysynu?" (tu zastanawia jak to zabrzmiało po łacinie?) Po czym miał zwrócić się do swojego komornika "łap go , podnieś i zwiąż czworonoga"

Projekt "Monoxyl"


Czyli po polsku "jednodrewka" - to greckie słowo na słowiańskie łodzie-dłubanki z jednego pnia, tu pomysłowo zastosowane do tarcz o płycie wykonywanej z jednego kawałka drewna (czasem dwóch lub trzech), które odkryto między innymi w Tirskom i Vimose. Datowane różnie - na II w pne ale i na IV lub nawet wcześniej. Czyli zasadniczo pochodzą sprzed epoki, którą zajmujemy się w Dagome ale są zjawiskiem na tyle ciekawym, że warto poświęcić im trochę uwagi. Wiadomo, że były grube, niestety trudni powiedzieć jak. Podłużna wykonana pojedynczej olchowej deski ma 15-16 mm grubości i wydaje się, że to za mało aby wytrzymać solidne uderzenia. Ma wymiary 116x33cm. Mniejsza, która poszła jako prezent, jest gruba na 2cm jest wykonana z dwóch dębowych desek dł ok 55cm połączonych klejem kostymym i kilkoma dybelkami. Nie pamiętam już szerokości, ale ze zdjęć wynika, że jest dość szeroka aby skutecznie zasłonić grubego psa (albo krzyżówkę lisa z niedźwiedziem). Jest ciężka i wydaje sie być solidną osłoną.
Obydwie mają tylko krótki drewniany imacz, zamocowany drewnianymi kołkami i przyklejony, podobnie jak brzozowe umba. Żadnych dodatkowych wzmocnień w rodzaju poprzeczek, okuć czy oklein.